Światełko pamięci 2026

Kochana Ewuniu,

i znowu nadchodzą te szczególne noce, podczas których cmentarze upodabniają się do lasów roziskrzonych tysiącami świetlików, tyle że to nie ciepło nocy letnich je spowija, a surowy, listopadowy chłód. I nasze kochające myśli zlatują się do tych światełek-świetlików jak ćmy, chcąc otulić je wątłymi skrzydełkami, ochronić przed chłodem niepamięci. Ale dobrze wiesz, że nad tymi naszymi skrzydłami ciem rozpościerane są inne skrzydła, bo sama obejmujesz mnie nimi nieustannie w swojej nieskończonej dobroci i miłości (a w cierpliwości do mnie wyprzedziłaś pewnie św. Ritę o lata świetlne). I tak opiekujemy się sobą nawzajem. Ar scáth a chéile a mhaireann na daoine. Gdyby było inaczej, to czas, który jesienią 2022 roku stanął w miejscu, wciąż stałby tam przemarznięty, zawieszony w rozpaczy. Jednak – jak sama mi przypomniałaś, wysyłając kiedyś na urodziny link do Anthem L. Cohena – „There is a crack, a crack in everything / That’s how the light gets in” [We wszystkim jest pęknięcie – to tędy przedostaje się światło]. Dzięki Twojemu światłu, Świetliczko, czas nabrał cieplejszych barw i otworzył się na „dni, których jeszcze nie znamy”, w których – tak jak w tych minionych – czeka miejsce dla Ciebie. Na nasze nowe wspólne wspomnienia – na spotkania, rozmowy, emocje, wzruszenia, zachwyty i plany, których iskrą zapłonową jesteś Ty, a we wszystkim pozostawiasz ślad magicznej oktaryny – ósmego koloru tęczy.

Będąc w Warszawie, bezskutecznie wypatruję naszych miejsc: kawiarni Między Słowami, w której pierwszy raz zobaczyłyśmy się po drugiej stronie ekranu, albo Champions Sports Bar, gdzie świętowaliśmy we troje niezapomniany dzień św. Patryka. Oba miejsca zabrano nam razem z Tobą w 2022 roku… Ale ja wciąż szukam tych namacalnych punktów przecięcia Twoich i moich uobecnień, a nogi niosą mnie daleko. I tak ponownie trafiłam do Twojego ukochanego Bangor w Walii, na Garth Pier i zieloną ławeczkę, na której przysiadłaś jak rudzik w 2012 roku. Tym razem zawitałam tam razem z bliską Ci Osobą. W Llanberis stałam w miejscu, z którego przed Twoimi oczami roztaczał się niegdyś widok na baśniową Snowdonię. Wciąż się roztacza. Znalazłam sposób, by włączyć Cię w fotograficzne „tu i teraz” – tak powstały pejzaże szkatułkowe z Twoimi portretami lub zdjęciami zrobionymi przez Ciebie. I znów mogę Cię objąć kadrem jak ramieniem. Przed dwoma laty zostawiłam na stacji w znanym Ci Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch zakładkę upamiętniającą Twoje życie. W tym samym miejscu czekały teraz na mnie srebrne, nowe kolczyki „Circle of hearts – made especially for you with love” – najpiękniejsze, jakie kiedykolwiek miałam. A w dzień wyjazdu z Haworth – klejnotu otulonego Wichrowymi Wzgórzami, które zawsze chciałaś zobaczyć, a gdzie znajduje się ławeczka z dedykacją dla Ciebie – znalazłam z kolei złotą rybkę-zawieszkę w kałuży po porannym deszczu. To Ci się udało, Panienko z okienka w chmurze, tam na górze. Znaczenia nadane z miłością poszczególnym elementom tych pięknych krajobrazów zastygły w nich jak owady w bursztynie, a realizm stał się magiczny z Twoją pomocą. Czuję, czujemy Twoją obecność w miejscach, w których Ty czuła(by)ś się szczęśliwa.

Twoje książki – jak ptaki – wciąż przylatują do budek lęgowo-bookcrossingowych na całym świecie, nawet do Japonii. Wierzę, że trafiają pod strzechy uważnych i czułych spojrzeń, wyfruwając w ciepłe kraje wewnętrznych światów nowych czytelników. Wierzę? Ja to wiem i mam na to dowody! (Dziękuję, Davidzie!)

Od kwietnia tego roku masz już swoją ukochaną Moyę Brennan na wyciągnięcie skrzydła. Wyobrażam sobie, że wspólnie przemierzacie światy wyśnione – podobne do teledysków jej siostry Enyi. Będę wypatrywać widokówek od Ciebie.

Airím uaim thú…

Dodaj wpis

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

The maximum upload file size: 20 MB. You can upload: image, audio, video, document, other. Drop files here