W ten najgorętszy miesiąc w roku, kojarzący się z upojnym zapachem nagrzanych słońcem łąk, burzami przechodzącymi przez tęczowe łuki triumfalne i kwileniem podlotów, nasze myśli biegną ku Tobie, Ewuniu, wszak 17 lipca obchodzić będziesz 44 urodziny. Kolejny raz zdmuchniemy za Ciebie świeczki w stałym gronie i podążymy w Warszawie Twoimi ścieżkami, licząc na to, że nas poprowadzisz. Ale dziś chcemy spojrzeć wstecz o parę miesięcy, jako że w tym roku – w kwietniu – odszedł ktoś dla Ciebie ważny i przez lata kształtujący Twoją wrażliwość: Moya Brennan. Gdyby wieść ta dotarła do Ciebie po tej stronie życia, sprawiłaby Ci wiele bólu, tymczasem dotarła po drugiej stronie. Możemy więc czerpać pociechę z myśli, że masz już przy sobie prawie cały Clannad, a wszystkie niedokończone rozmowy i małe-wielkie marzenia teraz mogą się spełniać bez limitu czasowego. Mnie wiadomość o odejściu Moyi zastała w Bolonii, a dzień przed tym smutnym dniem znalazłam na jednej z bolońskich uliczek irlandzki breloczek… Nazajutrz spojrzałam w niebo, posyłając Ci tam porozumiewawcze spojrzenie.
Niespełna rok przed śmiercią Moyi wyruszyliśmy w stronę Donegalu z wyjątkową misją – by przekazać jej obie Twoje książki wraz z listem. Podarek przyjęła od nas obsługa Leo’s Tavern i obiecała, że przy najbliższej okazji trafi on do rąk Moyi. Wierzymy, że tak się stało – i że dzięki temu Twoje dzieło mogło wybrzmieć (i wciąż wybrzmiewa) po obu stronach życia przy upragnionym akompaniamencie.

